Nękające telefony.

Nękające telefony z przeróżnych firm, czy banków, to w obecnych czasach już plaga. Plaga Egipska, której już nie zatrzymamy, bo choćbyśmy unikali jak ognia udostępniania swojego numeru telefonu, to i tak bywają sytuacje, gdy jest to konieczne (czasem przecież trzeba się ubezpieczyć, lub wziąć kredyt). I wtedy już nas mają! I choćbyśmy chronili naszą prywatność, bo nie lubimy czuć się atakowania ofertami, jesteśmy zirytowani, kiedy nam się przeszkadza w pracy lub w chwilach odpoczynku, to chyba należy przywyknąć, że od czasu do czasu takie uporczywe poszukiwanie kontaktu z nami się zdarza.

Pani Krysia, Krzysztof, czy inny Janusz dzwonią do nas w najmniej dogodnym momencie. Numer jest zastrzeżony, nie wiemy, kto dzwoni. Nie odbieramy. Więc za kilka godzin znowu dzwoni – akurat w momencie relaksu, kiedy kompletnie nie oczekujemy żadnej wiadomości telefonicznej, bo wszystkie ważne sprawy z rodziną i znajomymi mamy załatwione, a telefonu nie wyciszamy, bo jesteśmy przekonane, że jeśli zadzwoni, to tylko matka                w sytuacji życia lub śmierci (a tu musimy być czujne!).

Wreszcie odbierasz – myśląc sobie „Nie da spokoju! Załatwię sprawę i wrócę do lektury!” W końcu pani Krysia, czy Teresa jest w pracy, ma wytyczne, żeby dzwonić, sprzedać ci produkt, a bynajmniej go kwieciście zaprezentować i przekonać do kupna. Pani Krysia wita cię przemiłym głosem – myślisz sobie „Przynajmniej jest miła.” Informuje, że rozmowa będzie nagrywana dla twojego bezpieczeństwa. To raczej dla bezpieczeństwa firmy i sprawdzenia pani Krysi, czy aby dobrze dobierała słowa, które ma wypisane na ekranie komputera, których używania uczyli ją przez kilka ostatnich dni podczas długiego i nudnego szkolenia z psychologiem biznesu.

No i pani Krysia już cię ma! Już nie wypuści! Na każdą twoją odpowiedź ma przygotowaną swoją, widzisz w myślach ten ekran komputera i te strzałeczki: jeśli klient powie TAK, to wtedy… Jeśli NIE, to wtedy… Czujesz się osaczona, bo cokolwiek powiesz, pani Krysia zadaje kontrę! Myślisz sobie: „Pani Krysia tak musi, rozmowa nagrywana, a pani Krysia pewno dzieci ma, pracy potrzebuje…”. Albo (w zależności od poziomu twojej irytacji, czy nastawienia) „Co za pijawka!”.

Pani Krysia w kilku sekundach sprawnie przedstawia ci produkt: dodatkowe ubezpieczenie dla dorosłej córki (mówi o niej PANI Ania!). Że od wypadków nieszczęśliwych, że często się zdarzają, że od zachorowania spowodowanego wypadkiem, katastrofą, że utrata samodzielnego funkcjonowania… Widzisz tę biedną Anię już niepełnosprawną, zbolałą w szpitalu, łzy na końcu nosa – przecież nie chcesz takiego losu dla swojej córki! To tylko parę groszy, co to dla ciebie? Nie będziesz wredną matką, uchronisz (jak zwykle) swoją córkę przed nieszczęśliwym losem! Kupujesz! No i błędne koło zostaje uruchomione! Dałaś się wkręcić, dzięki poczuciu winy i odpowiedzialności za twoje dorosłe, ale bądź, co bądź DZIECKO! Myślisz: „Dobrze, że zabezpieczyłam Anię, bo w razie wypadku…”. No i wypadek się zdarza, Ania cierpi, a ty z polisy nie dostajesz złotówki, bo to Ania go spowodowała…

Cokolwiek wyrażamy myślą lub słowem urzeczywistni się dla nas w jakiejkolwiek postaci. Więc pamiętaj! Tylko ty masz władzę w swoim świecie! Będziesz miała to, na co nastawisz swoją myśl!

Już w momencie, kiedy pani Krysia, (bo tak musi, ona jest w pracy i to trzeba uszanować) przedstawia ci ofertę ubezpieczenia pomyśl o swojej córce. Ona jest bezpieczna i radosna, dorosła i odpowiedzialna – zobacz ją! Żyje szczęśliwie i nic, o czym pani Krysia z takim przejęciem mówi się nie wydarzy!

I wtedy pani Krysia zadaje pytanie: „Kupuje pani, chce pani chronić córkę?”. „Tak, chcę chronić córkę, więc dziękuję, ale nie kupuję”. I wtedy pada pytanie strategiczne, a ty widzisz te strzałeczki na ekranie komputera pani Krysi, „jeśli nie, to…”, napięcie sięga zenitu. „Czy mogę znać przyczyny pani decyzji?”. „To nie moja decyzja, to moje przekonanie. Przekonanie o tym, że mam szczęśliwą, odpowiedzialną i dorosłą córkę. Przekonanie, że wszystko idzie dobrze, że spływa na nią dobrodziejstwo wszelkiego rodzaju…”.

Na tą odpowiedź pani Krysia nie ma strzałeczki. Utkwiła w martwym punkcie i nie wie, co powiedzieć. Przechodzi więc do strzałeczki ostatniej: „W takim razie dziękuję pani za rozmowę. Do usłyszenia!”. Raczej już mnie nie będzie chciała usłyszeć.