Bądź swoim własnym detektywem, czyli o pustce i bezpłciowości życia.

Wiesz Raabit? Ostatnio tak mam, że niby wszystko ok, że życie się „ładnie” toczy; rzeczy idą jakby w porządku, poukładane i myślę, że dotarłam już do spokojnego lądu, harmonii, ale… No właśnie: pojawia się jakieś ALE. Albo coś mnie kłuje, niepokoi (ALE nie wiem co?!), albo mam przekonanie, że NIC! Że jakaś wewnętrzna pustka mnie znowu dopada, że brakuje mi tej egzaltacji samopoznania, wewnętrznego poruszenia, że taki marazm i bezpłciowość życia mnie ogarnia. Gdzie się podziała ta radość rozwoju? Nie, żeby od razu fajerwerki, bo to nigdy nie jest dobre (im wyżej wyskoczysz, tym dotkliwszy będzie upadek), ale jakaś taka błogość? Wewnętrzne przekonanie, że wszystko idzie jak ma iść, zaufanie do życia, że kroczysz własną drogą.

No i jak czegoś nie ma Raabit, to jest dla Ciebie trop! Ślad, sygnał, czy okazja. Okazja, by znowu dowiedzieć się czegoś o sobie!

Okazuje się, że ten czas marazmu, niezadziewania się, też był po coś. A no po to Raabit, żebyś się domyślił, żebyś wpadł na ten trop. Bo zanim myśliwy strzeli do sarny, albo do takiego zająca jak Ty (hi, hi!), to najpierw musi godzinami przechadzać się po lesie i szukać. Uczy się odgadywać wszelkie informacje napotkane w lesie: złamana gałązka w tym miejscu, wgnieciony w ziemię liść tu. Musi znać odgłosy lasu i zwierząt, wiedzieć jak zajść zwierzynę, rozpoznawać kierunek wiatru i zdawać sobie sprawę ze swojego ustawienia względem słońca.

I jak już tak chodzi i chodzi, to na końcu się dzieje to, co się dzieje. Ale nie o tym chcę mówić Raabit, tylko o tym poszukiwaniu. I ten myśliwy, jak po tym lesie, to on (mam taką nadzieję J), rozkoszuje się kontaktem z tym, co napotyka, bo natura piękna jest. Czasem dla takiego myśliwego sam fakt przebywania w lesie jest największą przyjemnością i nagrodą. No wiesz? – gonić króliczka. To tak jak z wędkarzem, który nie koniecznie idzie po ryby, tylko na ryby. I dobrze, bo cholernie ważna jest tu intencja, z którą kroczymy przez leśne dukty, czy przez meandry życia w poszukiwaniu nieodgadnionego.

Czyli za tropem trzeba iść Raabit! I Bogu dziękować, że daje nam taki bezpłciowy czas na szukanie. Bo wtedy możemy zintegrować wszystkie informacje, które dostajemy od świata. Jak ten myśliwy. Przypominają nam się wszystkie mądre słowa, które usłyszeliśmy, wartościowe myśli, które przeczytaliśmy. Wszystko to wiemy, ale musimy pozwolić temu osiąść, żeby połączyło się w jedną całość. Żeby ciąg myśli, rozumowania, uczuć, wewnętrznej intuicji doprowadził nas do odkrycia koła, wzdychania „Acha!”, czy okrzyku „Eureka!”.

To tak, jak z dzieckiem Raabit, które ma zaburzenia integracji sensorycznej. W jednym jest nadwrażliwe i nie lubi np. głośnych dźwięków, w drugim niedowrażliwe i tłucze się z kumplami, by w ogóle coś czuć. Albo nie czuje grawitacji i lata po pokoju (i meblach!) jak poparzone, albo drze się u fryzjera, bo go bolą włosy przy obcinaniu… I takiego dzieciaka trzeba zintegrować przez mozolne ćwiczenia. Jak niedowrażliwe dotykowo, to ugniatać ciało, zawijać w kocu, mocno masować, aż mu próg wrażliwości wróci do normy i nie będzie już potrzebował do tego pięści kolegi. A jak nadwrażliwe, to odwrotnie – łagodnie i delikatnie i sukcesywnie mocniej. Jak wszystko się zejdzie do kupy, to mówimy, że dzieciak zintegrowany jest sensorycznie i chodzi jak w zegarku.

I o to zintegrowanie w naszym życiu i na ścieżce rozwoju chodzi. Ćwiczyć należy mięśnie Raabit czytając i ucząc się mądrych rzeczy. Ale czasem warto odłożyć wszystko, by osiadło, zeszło się do kupy. A zejdzie się Raabit, tylko czasu trzeba i zaufania do siebie, Życia, Świata, Boga. Wtedy scalasz informacje Raabit, a na to trzeba czasu! I już!

Pozwól sobie na to, a wtedy przyjdzie samo. To cudowne odkrycie koła – „Acha!”, olśnienie, czy klapki otwierające się w głowie jak szufladki wielkiej komody.

I wtedy będziesz wiedział! „Zauważyć, nazwać i zaakceptować – jakaż wielka w tym moc samopoznania” – napisała do mnie pewna trenerka mindfulness. Nie rozumiałam, o co jej chodzi? Zrozumiałam, kiedy do mnie przyszło, kiedy pozwoliłam scalić informacje swojemu ograniczonemu umysłowi. Zauważyłam i nazwałam potrzebę, która jest we mnie. Niezaspokojona. I rzutuje na całe moje życie. Potrzeba uznania, czyli poczucia własnej wartości! Nie nauczyła mnie zaspakajać jej moja matka, bo sama się tego nigdy od nikogo nie nauczyła. I kiedy rozmawiamy, a ona mówi „Zobacz, jakiego masz dobrego brata”, to ja odbieram to, jako wywyższanie go nade mnie. A co za tym idzie, jednoczesne poniżanie mnie, umniejszanie mojej wartości, jako „gorszego” dziecka. A przecież wcale tak nie jest! Moja mama nie potrafi w inny sposób powiedzieć, że relacje w rodzinie są bardzo ważne, stosuje jedyną strategię, którą zna – uzmysłowić mi, jaki fajny jest brat! Nie wie, że mogę odebrać to inaczej niż ona myśli. A ja nie wiem, że za jej powiedzeniem kryje się piękna potrzeba – potrzeba miłości i bliskości. I kiedy w końcu to zauważyłam, nazwałam, co mnie ogranicza w odbiorze jej intencji, to jednocześnie zaakceptowałam fakt, że mama będzie tak mówić, że to się nie zmieni, ona tylko tak potrafi. Ale ja teraz wiem, jaka jest jej intencja. I kocham! I jestem spokojna, a to chyba o to chodzi Raabit?

Dlatego szukaj Raabit! Trop! Pozwól sobie na zespolenie informacji, zintegrowanie, daj czas, ale w odpowiednim momencie bądź swoim własnym detektywem. Bądź jak Tomy Lee Jones w Ściganym, jak Sasza Załuska – analizuj profil życia. Dedukuj jak Sherlock Holmes. I jak on grywaj na skrzypcach Życia, by czasem powrócić do tego, czego nauczyłeś się wiele lat temu, a z tym nowym, stworzy ono jedną całość. Idź do lasu, patrz na ptaki, chmury. Żyj.

Olśnienia się wydarzą, gdy tego chcesz. To Twój wybór Raabit. Życie, Bóg podaje nam je na tacy. Tylko my czasem „popylamy” ze swoją tacą myśląc, że to wyraz naszej niezależności i wolności.

Twój wybór Raabit.