Mam na imię Interwencja

Wiesz Raabit? Zauważyłam ostatnio, że spotkania z przyjaciółką lub z dawno niewidzianą koleżanką przypominają trochę ramówkę telewizyjną. Bywają miłe, pouczające, refleksyjne jak programy przyrodnicze zadziwiające pięknem natury. Są również nudne, nic niewnoszące, a nawet irytujące, jak niektóre bloki publicystyczne i masz wtedy ochotę jak najszybciej przełączyć na inny kanał.

Wszystkie spotkania zaczynają się zwykle “Dziennikiem”, “Wiadomościami”. Zwał jak zwał, ale zawsze to jest program informacyjny: Co u ciebie? Jak żyjesz? Coś się wydarzyło w twoim życiu? Sensacja? Znowu to samo? Od dwudziestu lat to samo?! Jak dzieci? Mama? Ciągle upierdliwa i traktuje cię jak dziecko? Krótkie, powierzchowne komunikaty dla zorientowania się w sytuacji “na świecie”.

Często z programu informacyjnego wyłania nam się już PROBLEM. Po słowach zapewnienia “Wszystko w porządku! Żyję, pracuję”, następuje jakieś “ale” i dylemat się krystalizuje.

Wtedy przechodzimy do programu “Interwencja”. I tu Raabit czuje się jak ryba w wodzie! Bo rozumiesz: jak ktoś mi mówi, że ma kłopot, to “Na kłopoty Bednarski” (taki serial był kiedyś w latach 80-tych). Albo jeszcze lepiej “Ojciec Mateusz”, czy “Na dobre i na złe” i “Szpital” w jednym. Bo przecież ja się znam na wszystkim! Doctor House lub Magda M. – w zależności od rodzaju trosk i zmartwień.

Myślę wtedy, że jeśli ludzie mówią mi o problemie, to oczekują jego rozwiązania, porady. Mam przecież taki zasób wiedzy i doświadczenia życiowego, że znam te rozwiązania! Pomogę! I myśląc, że pomagam mówię: “ To może zrób tak… Albo tak…”, czy “Powinnaś się postawić, pomyśleć o sobie!”.  Używam mądrych stwierdzeń i radzę. Interweniuję, wspieram… Mam poczucie ważności i władzy – karmię mój perfekcjonizm. Mam wrażenie, że jestem w tym doradzaniu idealna. Muszę być! Bo inaczej runie mój wizerunek dobrej przyjaciółki i nie będzie PO CO się ze mną spotykać.

Wtedy to już nie jest rozmowa Raabit. Wtedy to program “Pani Dobra Rada”, a gość programu czuje się obwiniany, że taki do dupy jest, ze sobie nie radzi. Albo wzbiera w nim agresja, bo wie, że sobie nie radzi. Panią Dobrą Radę odbiera, jako wszechwiedzącą, pyszną i zadufaną w sobie osobę.

I tu Raabit mogą nastąpić dwie wersje programu.

Pierwsza to program dochodzeniowo – śledczy. Takie “997”, czyli analiza i rozkminianie problemu. Międlenie bez wykrycia sprawcy lub morderstwo z nienawiści tego, o którym mowa, albo ciebie Raabit za “mądrości życiowe”. Rozmówca ma już ciebie dość, a wasze spotkanie przeradza się w “Telewizję śniadaniową” – staje się znowu pobieżne i powierzchowne. Żegnacie się i rozchodzicie z poczuciem jakiegoś niedosytu.

Jest też druga możliwość. Jeśli w czas się zorientujesz, co robisz, że oczekiwaną reakcją nie jest udzielanie rad, że to twoje przeświadczenie o powinnościach perfekcyjnej przyjaciółki jest tylko iluzją swojej wyuczonej wyobraźni, to wtedy istnieje możliwość zrealizowania scenariusza programu kabaretowego. Pukasz się w czoło i przyznajesz, że gadasz jak osioł. Prosisz o wybaczenie dla osła i obśmiewasz całą sytuację: “Noo, jaka ja mądra jestem, a sama własnych problemów nie potrafię rozwiązać. Co ja wiem?”  I jeśli z takim dystansem oraz lekką autoironią do tego podejdziesz, to zamienisz poczucie winy na śmiech. To dopiero pozwoli wam przejść do następnego punktu programu – “Warto rozmawiać”, gdzie liczy się szczerość, otwarcie i szacunek dla problemów i trosk rozmówcy. Jednego i drugiego.

Można popełniać błędy, dać się sprowokować komuś, własnym nawykom i nierzeczywistym przekonaniom. Można wchodzić w stare buty, ale można z nich szybko wyskoczyć i czuć spełnienie oraz przyjemność po takim spotkaniu. Wiem to, przerobiłam.

I pamiętaj Raabit: “Nie dawaj nikomu rad, dopóki cię nie poproszą. I nie załatwiaj nikomu ich spraw, nawet, jeśli cię poproszą” (W Osiatynski: Rehabilitacja)

Bo to nie twoja bajka, nie twoja przestrzeń. I z racji szacunku nie wchodź w nią. Zatroszcz się o siebie, nie trać energii. To najlepsze, co możesz zrobić dla siebie i twojego przyjaciela, bo inaczej on nauczy się tylko wykorzystywania i manipulowania, a ty utwierdzisz się w przekonaniu, że jesteś “do niczego”’ przyjacielem, jeśli nie potrafisz rozwiązać jego problemu. A tak nie jest.

To teraz pora na “Dobranoc”.